BADMINTON W EUROPIE
Poniżej przedstawiamy dane statystyczne wiodących europejskich związków badmintona. Porównujemy je z danymi Polskiego Związku Badmintona.
NIEMCY
Niemiecki Związek Badmintona powstał w 1953 roku.
zawodnicy licencjonowani: 250.000
kluby: 2900
DANIA
Duński Związek Badmintona powstał w 1930 roku.
zawodnicy licencjonowani: 120.000
kluby: 620
HOLANDIA
Holenderski Związek Badmintona powstał w 1931 roku.
zawodnicy licencjonowani: 68.000
kluby: 700
ANGLIA
Angielski Związek Badmintona powstał w 1893 roku.
zawodnicy licencjonowani: 44.000
kluby: 2000
SZWECJA
Szwedzki Związek Badmintona powstał w 1936 roku.
zawodnicy licencjonowani: 35.000
kluby: 300
ROSJA
Rosyjski Związek Badmintona powstał w 1992 roku.
zawodnicy licencjonowani: 15.000
kluby: 620
POLSKA
Polski Związek Badmintona powstał w 1972 roku.
zawodnicy licencjonowani: 2.000
kluby: 110
Biorąc pod uwagę powyższe dane statystyczne, a także realia panujące w naszym kraju, można śmiało stwierdzić, że zdobycie przez polskich zawodników medali Mistrzostw Europy to cud.
Gdzie nam równać się chociażby z Niemcami, gdzie regularnie (zawodowo i amatorsko) gra w badmintona około 2,5 miliona osób? Czy nasze 2-3 tysiące zawodników jest w stanie przyciągnąć media i sponsorów?
Mała ilość godzin wychowania fizycznego w polskich szkołach, a także ich niska jakość powoduje, że do sportu trafiają dzieci z bardzo słabym przygotowaniem wszechstronnym.
Kolejne trudności to mała ilość obiektów sportowych przystosowanych do gry w badmintona, a te które istnieją są chętniej wynajowane dla pracowników przeróżnych firm, bo one więcej zapłacą niż biedne polskie kluby sportowe.
Do tego należy dodać słabą promocję dyscypliny przez Polski Związek Badmintona. Na próżno chociażby szukać wyników ekstraklasy badmintona w "Przeglądzie Sportowym".
Skoro jednak nasi zawodnicy zdobywają medale na Mistrzostwach Europy oraz regularnie kwalifikują się do Igrzysk Olimpijskich (co nie udaje się w innych, popularniejszych w kraju dyscyplinach sportu), a na listach światowych polscy zawodnicy zajmują miejsca wcale nie gorsze niż np. tenisiści stołowi, to śmiało można postawić diagnozę, że jednak dysponujemy potencjałem, który niweluje wyżej przedstawione braki i niedociągnięcia.
Prawdopodobnie jest to wynik pracy garstki zawodników, dobrze pracujących w klubach, pod okiem dobrych i fachowych trenerów.
Może potrzeba nam zawodnika na miarę Andrzeja Grubby, który przez kilka lat będzie światową gwiazdą. PZBad doda do tego silną promocję i należytą informację, a wówczas liczba zawodników w Polsce wzrośnie. Jeżeli "gwiazdy światowej" nie wychowamy, pozostaje nam jedynie liczyć na rosnącą ilość osób, chcących rekreacyjnie uprawiać tą popularną w Europie i Azji dyscyplinę sportu. Może za tą "modą" pójdzie dalszy rozwój badmintona w naszym kraju.