Żeby zaczęła się normalność cz.2
Prezentujemy drugą część rozmowy z Jackiem HANKIEWICZEM, olimpijczykiem, 10 krotnym mistrzem Polski w grze pojedynczej i podwójnej.
Część pierwsza rozmowy


Jacek Jagodziński (JJ): A jak wyglądała ta współpraca ?
Jacek Hankiewicz (JH) : Codziennie wieczorem rozmawiałem z Jurkiem Dołhanem, planowaliśmy treningi, rozmawialiśmy o samopoczuciu zawodników i ich nastawieniu. Zmieniliśmy układ w parach deblowych męskich (Łogosz/ Cwalina). Trener Hawel nie wykazywał żadnej ochoty do współpracy, więc treningi wysyłałem emailem, a bezpośrednio rozmawiałem z Wachą.

JJ : Niesamowite co opowiadasz, czyli byłeś trenerem korespondencyjnym ? Jacek Hankiewicz
JH : Nie ma co ukrywać, nie była to super opcja, ale stwierdziłem, że postaram się pomóc. Starałem się chociaż zapoczątkować podstawowe sprawy. Na treningi przed ME poprosiłem Związek o kamerę, pierwsze moje zdziwienie było, jak usłyszałem że nie ma, drugie zdziwienie było jak musiałem napisać uzasadnienie na piśmie do czego potrzebna jest kamera ? W pierwszej chwili pomyślałem, że napiszę, ze zbliża się komunia córki i coś bym pokręcił (śmiech), jednak podszedłem do zadania poważnie i po uzasadnieniu kamera została kupiona. Sukces !

JJ : To coś po sobie zostawiłeś ? (śmiech)
JH : No tak, coś zostało. Chciałem jeszcze wprowadzić zawodnikom siłownię ułożoną przez fachowca. Poprosiłem mojego trenera od przygotowania siłowego z Ośrodka w Hamburgu o pomoc. Do dzisiaj zawodnicy nie mają takiego wsparcia, sami układają sobie ćwiczenia wg własnego wyczucia. Jest to o tyle niebezpieczne, że naprawdę w ten sposób można spieprzyć sobie formę. Mieliśmy każdego pomierzyć, sprawdzić gibkość i ustawić każdemu indywidualne treningi. Pomysł w Związku się spodobał, ale ów trener musiał przysłać swoje certyfikaty o nabytych kwalifikacjach (gość z górnej półki pracuje z kadrą Niemiec !). ok. pomyślałem, może mają takie procedury i poprosiłem człowieka o papiery, trochę się na mnie dziwnie popatrzył ale ok., dostałem. Przesłałem do Związku, po 2 tygodniach dostałem odpowiedź, że nie wiedzą czy papiery są w porządku, bo ... nie zostały przetłumaczone na język polski (!) i muszę je przetłumaczyć ! Pomyślałem przez chwilę, że pewnie jaja sobie ze mnie robią, tak jak ja chciałem z tą kamerą i komunią córki, ale okazało się, że to na poważnie ! Sam zrezygnowałem z tematu, żeby nie wyjść na większego idiotę, Całość imprezy miała zamknąć się kwotą 500 Euro (przylot, hotel, wyżywienie, wynagrodzenie). Co Ty na to ?

JJ: Już chyba nic mnie nie zdziwi.
JH: No to opowiem jeszcze jedną historię jak wracaliśmy z Mistrzostw Europy. Dla przypomnienia w tym czasie wybuchł wulkan i samoloty nie latały. Sytuacja organizacyjna tak przerosła Związek, że po wymianie kilkunastu emaili z Centralą co mamy robić i jak wracać, na końcu dostaliśmy odpowiedź, że ... każdy wraca na własną rękę ! Wszystkie ekipy zorganizowały sobie transport autokarowy, a my do nich się poprzyklejaliśmy. Część pojechała przez Niemcy, część przez Danię, jeszcze inni przez Francję, 2 osoby zostały kilka dni na miejscu, czekając aż pył opadnie. Nie opadł, więc po kilku dniach wróciły autobusem rejsowym. Trochę inne ekipy zagraniczne z nas się pośmiały, no ale cóż, nie po raz pierwszy i nie ostatni. Nie wiem jakie były koszty dodatkowe tego bałaganu, no ale przecież Związek pieniądze ma.

JJ: Trudno to spokojnie skomentować. Czyli konkludując nie da się porównać warunków ?
JH: O czym My rozmawiamy ! Jak ja byłem w Kadrze też nie było łatwo, ale mieliśmy ośrodek z super warunkami (jak na tamte czasy), super trenera z Chin, dzięki któremu poszliśmy mocno do przodu i nawiązywaliśmy walkę z najlepszymi w Europie. Nie musieliśmy martwić się o podstawowe sprawy, tylko koncentrowaliśmy się na trenowaniu. A to co zobaczyłem teraz, to tragedia ! Była szansa wykorzystać sukces z Drużynowych Mistrzostw Europy i bujnąć dyscyplinę do przodu, ale dla takiego Prezesa i Zarządu, to Mount Everest, a oni na Gubałówkę nie potrafią wejść. Powinni popatrzeć w lustra, ocenić swoje kompetencje i przeprosić wszystkich, że się zasiedzieli i poszukać sobie innego podwórka do robienia kariery.

JJ: Mocne słowa !
JH: Dla mnie Ci zawodnicy, którzy w Kadrze odnoszą sukcesy to Mistrzostwo Świata ! Dobrze, że mają pasję i znajdują motywację. Mają charaktery dzięki, którym mają jeszcze jakieś sukcesy.

JJ: Zapewne śledzisz obecną sytuację w dyscyplinie i wiesz o zbliżających się wyborach ?
JH: Tak oczywiście, tak jak powiedziałem moje związki z krajem są bliskie i trzymam kciuki, żeby doszło w końcu do zmian dla dobra wszystkich. Jeśli teraz nastąpią radykalne zmiany jest szansa, że za 8-10 lat będziemy mieli sukcesy. Europa już nam odjechała, tacy Hiszpanie, Francuzi za rok, dwa zostawią nas w tyle na kilka lat. Jak nasza eksportowa 4 zakończy kariery, to za nimi jest pustka. Trzeba postawić na młodzież. Siłą dyscypliny powinny być kluby i ośrodki centralne z odpowiednim systemem szkolenia.

JJ: Sądzisz, że Marek (Krajewski - przyp. Red) sobie poradzi ?
JH: Uparte bydle (śmiech), jestem o tym przekonany, że sobie poradzi, znam człowieka tak długo, że wiem jak się za coś bierze to doprowadzi sprawę do pozytywnego końca. Szkoda, że nie zdecydował się 3 lata temu na kandydowanie, bo teraz by to wszystko inaczej wyglądało, ale rozumiem Go i cieszę się, że zdecydował się teraz. Martwię się tylko o innych, czy wytrzymają jego tempo (śmiech), bo wiem, że poprzeczkę powiesi wysoko. W chwili obecnej to jedyna opcja.

JJ: Nie wracasz do kraju ? Potrzeba nam trenerów doświadczonych i w dodatku z sukcesami. JH: Nie, nie, co prawda tęsknię, ale poczekajmy, aż będzie normalnie. Jak będzie nowy Prezes, to organizacyjnie szybko będzie to widoczne, jak zostanie stary, to zmiany nie nastąpią w cale. Na wyniki sportowe niestety trochę poczekamy.

JJ: Jacek, dzięki za wywiad i dużo sukcesów sportowych JH: Też, dziękuję, że zadzwoniłeś i trzymam kciuki, żeby 1 października zaczęła się normalność w naszej dyscyplinie.
Autor: Jacek JAGODZIŃSKI.